1 marca – 8 urodzinki Nikoli – Historia sercem pisana

Luty, a dokładnie 15 lutego 2006 roku w dzień terminu porodu zostałam przyjęta na odział… Tam spędziłam w bardzo sympatycznym towarzystwie 2 tygodnie. 1 Marca wchodząc na codzienne badania, czułam, że dziś moja kolej. Siadając na fotelu w nerwach, ze strachu prosiłam Panią Lekarz, że dziś nie chce rodzic, a dopiero jutro.. A co jutro? „No bo, Pani zaraz”… i nie zdążyłam powiedzieć..

Jak powiedziała: „pakować się i piętro niżej rodzić”. Wychodząc płakałam, przebiła mi wody. Kilka dziewczyn ulgę poczuły, oprócz jeszcze jednej Sylwii. Ona wiedziała, że my w jednym dniu zostaliśmy przyjęte, więc Ją nie ominie poród. Tym sposobem dwie Sylwie znalazły się piętro niżej, a nasze koleżanki z pokoju również piętro niżej poszły nasłuchiwać.. Sylwii się upiekło. Po paru godzinach poszła na CC, ale to dobrze bo wiedziałam, że przy niej nie urodzę. Dostawałam przy Niej szał śmiechu..

Po paru godzinach, po wielkiej pomocy położnej, różnych środkach i tlenu… Pojawiła się na świecie, Nikolka. Otrzymała 10 punktów w skali Apgar, więc była zdrową dziewczynką. Wypisana do domku po 3 dniach pobytu w szpitalu. Nikolka od pierwszych miesięcy, była bardzo chorowitym dzieckiem – infekcje, zapalenia puc.. W sierpniu 2016 roku została podana do Chrztu. We Wrześniu, coraz bardziej zaczęłam zauważać, że coś jest nie tak. Zaczęła się wędrówka po lekarzach. 5-10 -20. Wszyscy mówili, że jest OK, i że nie potrzebnie szukam czegoś złego a dziecko po prostu zacznie później obracać się z boku na bok, siadać raczkować. Trwało to do 12 mc życia.

Byłam tak zdesperowana, że szukałam informacji w internecie. Znalazłam kolejnego lekarza, który przyjmuje prywatnie. Pani zaproponowała mi termin za 2 dni, a ja tak błagałam, że chce dziś i zgodziła się. Jak bym wiedziała co wtedy usłyszę, to bym wolała 2 dni żyć jeszcze w niewiedzy… Pani doktor badając Nikole od razu powiedziała że to Rdzeniowy Zanik Mięśni. Jednak, żeby być na 100 % pewnym, to wypisała skierowanie na oddział, gdzie pracuje. Poleciła nam rehabilitantkę… Nie wiedziałam, co ta choroba oznacza. Czułam tylko, że coś złego…

Po powrocie do domu, wpisując chorobę w Google i czytając jedno i to samo nie miałam wątpliwości… Zaczęliśmy rehabilitację u poleconej Pani rehabilitant. Ona tak bardzo starała nas uspokoić. Mówiła, że być może to nie jest SMA a Porażenie i dziecko zacznie chodzić. Brzydko potykać się, ale będzie chodzić. Trzymałam się tych słów, do dnia wyznaczonego w szpitalu, na oddział. Kolejnego dnia rano podczas badań MG… przy strasznym płaczu dziecka, wróciliśmy do naszej sali. Po 2-3 godzinach, przyszła do nas Pani doktor i potwierdziła swoją diagnozę..

Ja z tego momentu pamiętam, jak tylko się zapytałam „Czyli ona Odejdzie”? „Tak! Dzieci z tą chorobą żyją do 1-2 lat.. i wyszła”! Pielęgniarka widząc moją rozpacz, zaproponowała „Z tego dziecka nic nie będzie, jesteś młoda, oddajcie Ją do jakiegoś ośrodka”: Po godzinie dostałam wypis i wróciliśmy do domu. Z niczym co mam robić dalej. Wiedziałam tylko, że muszę coś zrobić! Pierwsze kroki to był znów internet, szukanie. Szukanie nawet diabła, by pakt podpisać. Wizyty wszędzie, tam gdzie obiecują..

Mąż któregoś dnia usiadł, szukał i znalazł. Wyczytał, że jest takie coś, jak domowe Hospicjum i znalazł – Łódzkie Hospicjum dla dzieci. Zaczęłam się denerwować! „Jakie hospicjum? Nigdzie ja nie oddam!!” Zadzwonił! Ten telefon dał nam nadzieję. Nikola została ich podopieczną i to był kolejny szczęśliwy dzień! Tak jak by dziecko w tym dniu ponownie się urodziło. Czułam, że jest bezpieczna i że wszystko jest przed nami. Razem wygramy bitwę, ale nie wojnę.. A jak przyjdzie wojna Oni Pomogą..

1 marca są 8 urodzinki Nikoli.
W tym czasie, udało się spełnić nie jedno marzenie Nikoli
i niech Marzy dalej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *